Archiwum Lotto

Do czego potrzebne nam loterie? (C3)

Utrzymanie się u władzy, budowa dróg, naprawa murów obronnych, odlewanie dział czy pomoc głodującym - to nieliczne cele uruchamiania loteryjnej machiny. W krótkim lotto-rysie historycznym pokazujemy, jak zmieniały się powody, dla których ludzkość bawiła się w losowanie numerków.

Już antyczni Rzymianie... Tak tak, już tysiące lat temu mieszkańcy tego miasta bawili się w losowanie cennych gadżetów. A to wygrywało się wołu, a to ponętną niewolnicę z afrykańskich kolonii.
W zabawach urządzanych przez rzymskie elity do rąk gości trafiały nieraz całe wsie z pełnym wyposażeniem oraz mieszkańcami. Gość zadowolony z takiego losowania przekładał się póŸniej na właściwy głos w senacie. Łapówka? Skądże, dobry obyczaj...
Cezar August był autorem pierwszej znanej loterii na cele społeczne. Mieszkańcy kupując losy zrzucili się na naprawę dróg we własnym mieście.
Na początku XV wieku pieniądze z loterii wsparły budżet na remont murów francuskiego miasta L’Ecluse. Pod koniec XVI wieku królowa Elżbieta I urządziła swoim poddanym losowanie nagród, a zarobione pieniądze poszły na naprawę portów angielskich portów.
Pomysł na gry losowe przypłynął z Starego Kontynentu na Nowy razem z osadnikami. Bogaci Holendrzy z Nowego Amsterdamu, czyli dzisiejszego Nowego Jorku, skreślali numerki na rzecz mniej szczęśliwych współbraci, by mieli jedzenie na święta i gwiazdkowe prezenty.
Władza rosnącej w siłę Ameryki też z kiesy hazardzistów czerpała. Kupując losy od Jerzego Waszyngtona koloniści pomagali budować drogę przez pasmo górskie Blue Ridge. Ci kupujący od Benjamina Franklina byli z kolei prawdziwymi patriotami, bo za pieniądze z loterii odlewano działa do obrony Filadelfii przed Brytyjczykami.

A dziś? Loteria to w każdym kraju, w którym istnieje, instytucja potężna i zasobna. Jest i mecenasem sztuki, wspomagając młode talenty ale i sponsorem upadającej służby zdrowia, sportowców i twórców kina i teatru. Grając, możemy być pewni, że choć część z tego co wyłożyliśmy na los pójdzie na jakiś szczytny cel. Może na niewolnicę dla jakiegoś urzędnika, ale pewnie i na stypendium dla siedmioletniego mistrza skrzypiec.

Dziennik

© 1998-2017 F A L C O M® | Start | Systemy | Analizy systemów | Statystyki | Analizy wyników | Programy | Archiwum | Prasa | eBiuletyn |